
Miało być o Hugo-Baderze i będzie..:)
Jest reportem Gazety Wyborczej i człowiekiem katarynką (..bo mówi tak strasznie szybko). Podróżnikiem (np. przejechał na rowerze pustynię Gobi) i awanturnikiem(-klik). Swego czasu wystąpił w radiowej trójce, promując swoją trzecią książkę – “Dzienniki Kołymskie”. Nie mogłam uwierzyć, po przeczytaniu jego dwóch wcześniejszych pozycji, że to on.., tak nieprawdopodobnie zgadzał mi się styl bycia i wypowiedzi, z charakterem książek. Wywoływał uśmiech od ucha… do końca świata. A pisze głównie o Rosji. O pięknych acz ponurych miejscach, skrzywdzonych losem ludziach i niełatwej historii.
I można pomyśleć: zmuła, przytłaczające tematy, same smuty – nie czytam.
Tak nie jest.
Może jest.
Ale czyta się jednym tchem. Nie można przestać, oddech łapie się dopiero na następnym akapicie. (Zresztą za Białą Gorączkę dostał Bursztynowego Motyla. – demo tej książki tu) Świetnie oddaje charakter swoich podróży, miejsc i ludzi z którymi rozmawia. Czasami pisze o rzeczach zupełnie codziennych czasami poruszających, ale nigdy, ale to nigdy nie przynudza! Prawdziwe, smutne historie, śmieszne anegdoty i ciekawe reportaże, składają się na przekrój przez Rosję. Przewidywalne w tych książkach jest jedynie to, że na następnej stronie zostanie się zaskoczonym.
Czytając, przeżywa się podróż życia i poznaje niesamowite osobistości razem z autorem. Niewiarygodne uczucie. Mariusz Szczygieł napisał, że Bader wchodzi w butach tam, gdzie nikt inny by się nie odważył i zaułważa to co innym umyka. I to świetnie oddaje charakter jego reportaży. Dosłownie jakby się nie bał niczego i nikogo. Zaprzyjaźni się z pijakiem, jak będzie trzeba na parę dni zamieszka pod ławką, napije się samogonu, pojedzie autostopem przez Kołymę… A jak będzie mu zimno gdzieś po drodze w środku tundry? no cóż.. wie jak rozpalić ognisko pod maską łazika.. żeby tylko olej nie zamarzł i szatun nie rozszarpał.
Niektórzy zarzucają autorowi brak głębi, że niby o tych miejscach i problemach (np. Kołyma i delirium tremens) nie można pisać lekko, musi być historycznie, łagrowo, obciążająco.. a przecież tam też się żyje z dnia na dzień, po ludzku, jak wszędzie są troski i uciechy (po prostu nie wszędzie takie same..). Bader się nad nikim nie rozczula, współczucie jest jeśli powinno, ale generalnie po prostu snuje opowieści tych, którzy się przed nim otwierają. To trudniejsze niż zrobienie dobrego portretu, zagląda ludziom w dusze. Zresztą co najmniej co drugi życiorys oddaje historyczne piętno miejsca. Historię u Badera znajdzie się w losach zwykłych i niezwykłych ludzi. Według mnie taka jest prawdziwsza, bardziej namacalna, ciekawa i żywa.
Póki co, wszystkie książki autora to dla mnie MUSIKI. Muszą stać na półce i czekać, aż przyjdzie na nie czas po raz drugi. I nie powstrzymam się, …napiszę o każdej, oddzielnie:P
Teraz właśnie “Dziennikami Kołymskimi” zaczytuje się Michał. Ja tu piszę, a w tle słyszę wesołe pomruki… oh ale mu zazdroszczę, że czyta pierwszy raz:)