Najnowsze

Dzień kobiet i awersja do wyrzucania kwiatów oraz wolnoć Tomku cz. 2


U nas kwiaty jak już są to zawsze na długo bo..

a) nawet zwiędnięty kwiatek jest lepszy i ładniejszy niż żaden

b) ten kto wyrzuci kwiatka nie ma serca (ostatnie badania donoszą o “roślinnym układzie nerwowym”, może to jakaś forma inteligencji.., a kto wie czy duszy nie mają..)

c) eutanazji kwiatków dokonują Ci co je zrywają, ale wazon to jak drugie życie.., a kto zabiera…

Sama nie wiem, ale oto i nasza ostatnia żałość w wazonie:

 

A z cyklu wolnoć Tomku czyli co mieszka w sąsiednim ogródku…:

Jak Paweł i Gaweł


“Wolnoć Tomku w swoim domku…”

FOTOGRAFICZNIE – KLIK

O czymś na ścianę i efecie wow!


Mam nadzieję, że wena jest zaraźliwa. I że godziny spędzone przed komputerem na oglądaniu różnego rodzaju “sztuk” mnie kiedyś zainspirują do zrobienia czegoś… co zainspiruje kogoś innego. Póki co mam dryg do wciągania się w  nieskończone przeglądanie różnego typu …dzieł. Narazie owocuje to tylko wytrzeszczem i tysiącem otwartych zakładek.

Więc dzisiaj będzie artystycznie. Zaczynam od najmłodszych:) aczkolwiek wszystko poniżej jest super pomysłowe:)

Christie Burland zajmuje się grafiką i dizajnem.

Amy Shackleton  wylewa na płótno farbę prosto z puszki…

Erik Johanson bawi się fotografią, retuszem i iluzją.

(Fotografiami znanych i mniej znanych mogłabym z pewnością zanudzić więc dla ciekawskich linki startowe (i uprzedzam, że można wsiąknąć): artystycznie50 najlepszych, 40 najlepszychfotomanipulacje, black&white, fotografia uliczna, agentbauer… może starczy.)

Iza i Carmen produkują cementowe kafle. (Kuchnia marzenie..:))

We współczesnych wnętrzach cementowe kafle z Purpury, nawet te naśladujące wzory historyczne, sprawdzają się znakomicie. projekt wnętrza Katarzyna Baumiller i Agnieszka Kossowska

O twórczości Jacka Hugo-Badera, bezkrytycznie


Miało być o Hugo-Baderze i będzie..:)

Jest reportem Gazety Wyborczej i człowiekiem katarynką (..bo mówi tak strasznie szybko). Podróżnikiem (np. przejechał na rowerze pustynię Gobi) i awanturnikiem(-klik). Swego czasu wystąpił w radiowej trójce, promując swoją trzecią książkę – “Dzienniki Kołymskie”. Nie mogłam uwierzyć, po przeczytaniu jego dwóch wcześniejszych pozycji, że to on.., tak nieprawdopodobnie zgadzał mi się styl bycia i wypowiedzi, z charakterem książek. Wywoływał uśmiech od ucha… do końca świata. A pisze głównie o Rosji. O pięknych acz ponurych miejscach, skrzywdzonych losem ludziach i niełatwej historii.

I można pomyśleć: zmuła, przytłaczające tematy, same smuty – nie czytam.

Tak nie jest.

Może jest.

Ale czyta się jednym tchem. Nie można przestać, oddech łapie się dopiero na następnym akapicie. (Zresztą za Białą Gorączkę dostał Bursztynowego Motyla. – demo tej książki tu) Świetnie oddaje charakter swoich podróży, miejsc i ludzi z którymi rozmawia. Czasami pisze o rzeczach zupełnie codziennych czasami poruszających, ale nigdy, ale to nigdy nie przynudza! Prawdziwe, smutne historie, śmieszne anegdoty i ciekawe reportaże, składają się na przekrój przez Rosję. Przewidywalne w tych książkach jest jedynie to, że na następnej stronie zostanie się zaskoczonym.

Czytając, przeżywa się podróż życia i poznaje niesamowite osobistości razem z autorem. Niewiarygodne uczucie. Mariusz Szczygieł napisał, że Bader wchodzi w butach tam, gdzie nikt inny by się nie odważył i zaułważa to co innym umyka. I to świetnie oddaje charakter jego reportaży. Dosłownie jakby się nie bał niczego i nikogo. Zaprzyjaźni się z pijakiem, jak będzie trzeba na parę dni zamieszka pod ławką, napije się samogonu, pojedzie autostopem przez Kołymę… A jak będzie mu zimno gdzieś po drodze w środku tundry? no cóż.. wie jak rozpalić ognisko pod maską łazika.. żeby tylko olej nie zamarzł i szatun nie rozszarpał.

Niektórzy zarzucają autorowi brak głębi, że niby o tych miejscach i problemach (np. Kołyma i delirium tremens) nie można pisać lekko, musi być historycznie, łagrowo, obciążająco.. a przecież tam też się żyje z dnia na dzień, po ludzku, jak wszędzie są troski i uciechy (po prostu nie wszędzie takie same..). Bader się nad nikim nie rozczula, współczucie jest jeśli powinno, ale generalnie po prostu snuje opowieści tych, którzy się przed nim otwierają. To trudniejsze niż zrobienie dobrego portretu, zagląda ludziom w dusze. Zresztą co najmniej co drugi życiorys oddaje historyczne piętno miejsca. Historię u Badera znajdzie się w losach zwykłych i niezwykłych ludzi. Według mnie taka jest prawdziwsza, bardziej namacalna, ciekawa i żywa.

Póki co, wszystkie książki autora to dla mnie MUSIKI. Muszą stać na półce i czekać, aż przyjdzie na nie czas po raz drugi. I nie powstrzymam się, …napiszę o każdej, oddzielnie:P

Teraz właśnie “Dziennikami Kołymskimi” zaczytuje się Michał. Ja tu piszę, a w tle słyszę wesołe pomruki… oh ale mu zazdroszczę, że czyta pierwszy raz:)

Wokół nas rośnie las:)


Przedmieścia Warszawy, sypialnia lub zadupie… jak kto woli, dobrze nam tu. Sielankowe weekendy… smutna jest jedynie ta bieda, wyłaniająca się co róż zza wielomilionowych posesji.

Dzisiaj będzie książkowo…


Nie mogę się oprzeć, żeby napisać o tej książce, M. dostał ją ode mnie na urodziny i obiecałam mu, że nie przeczytam pierwsza… i już czytam 3ci rozdział… zapowiada się świetnie, ale niestety muszę odłożyć..:( Wiedzieliście, że fareńczycy jedzą maskonury (te piękne ptaki.. moje ulubione zaraz po pelikanach? Dla zainteresowanych maskonury wyglądają tak:Maskonurzdj. nie moje, bo jeszcze żadnego nie widziałam.. i nie zobaczę… jak zeżrą wszystkie…)i ponoć rzeczywiście jest tam dwa razy więcej owiec niż ludzi. Tęsknym wzrokiem spoglądam na półkę z tą książką.. napewno do niej wrócę.. niech tylko M. ją przeczyta. Długo nie rozpaczam,.. bo już mam inną:): “Miraż Trzy lata w Azji”.

Coraz częściej mam wrażenie, że ostatnio ciekawe Polskie pozycje (głównie z cyklu reportaż, albo jak kto woli poczytałem, pojechałem, pobyłem i zwiedziłem, napisałem) wyrastają jak grzyby po deszczu.. nie nadążam! Merlinowa przechowalnia pęka w szwach. A tymczasem książki te są naprawdę niezgorsze.. i autorami są ludzie przed trzydziestką. Bardzo to krzepiące, że mamy tylu młodych zdolnych:) Wracając do Mirażu.. Tu Autor to już postać sama w sobie – dużo piśmiennego doświadczenia, dlatego też literacko – cudowna, wciągająca.. już wiem, że prawdopodobnie będę uwielbiać:) Opowiem, jak całą przeczytam. 

To tak z tego co u mnie, w tej dziedzinie, nowego.

No i napisałabym jeszcze o Białej Gorączce i Dziennikach Kołymskich, a może wogle o genialnej twórczości Jacka Hugo-Badera nad którą rozpływam się w zachwytach. Ale zmieniam zdanie, bo co jak co ale ON…. zasługuje nie tylko na honorowe miejsce na półce z książkami (i w sercu:P), ale też na więcej niż fragment jakiegoś tam posta, to musi być cały specjalny i dedykowany (post) i do tego jeszcze oddzielna zakładka…
Służące - Kathryn StockettA tak z zupełnie innej beczki, trochę powieściowo, trochę filmowo (przeczytane i obejrzane więc odsyłacz:)): THE HELP

Wiosna trwała jeden dzień..


Za oknem buro szaro i ponuro.

odsyłam:

FOTOGRAFICZNIE

PUSZEK OKRUSZEK PĘPUSZEK

Wiosenne porządki


Na te porządki zanosiło się od dłuższego czasu. Zbierałam się i zbierałam. A teraz zaczyna wstępować we mnie nowa wiosenna energia. I pewnie przez jakiś czas będzie się tu trochę działo:)

CZYTADŁO    DZECIUCHOWO    HISTORIA JEDNEGO WÓZKA    FILMOWO    MUZYCZNIE   PODRÓŻE 

Ściskam wiosennie:)

LISTOPADOWO – 2011 :)


Czyli dokładnie rok później. Sporo się u nas zmieniło.. blog prawdopodobnie przejdzie reaktywację i gruntowne zmiany.. na nowe potrzeby :) :) Tymczasem ubiegłoroczny listopad niezmiernie przypomina bierzący, chciaż pogoda może troszkę bardziej sprzymierzająca i generalnie jakoś tak weselej…:)

LISTOPADOWO


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.